Przeprowadzka to przekleństwo, syf, kiła i mogiła, zło totalne i dziadostwo. Opróżnienie mieszkania po pięćdziesięciu latach bezmyślnego zbierania gratów graniczy z cudem. Ale cudu dokonałyśmy. Przy okazji nauczyłam się od pani, która pomagała nam i brała meble i ubrania dla biednych, że istnieje związek frazeologiczny zwalić konia na zakręcie. Jeszcze nie jestem pewna sensu, ale pracuję nad tym. Nie noś tyle, bo ci jajka pękną czy Zrobimy tu burdel, a pana żona będzie pufmamą (powiedziane do nowego-wścibskiego-sąsiada) są jakoś bardziej dla mnie zrozumiałe.
Jak wszystko pójdzie dobrze, będę mieszkać koło kebaba.
Filed under: szlaken-trafen