Przeciekło mi okno. Tak perfidnie: nic, szczelne, szczelne, nic i nagle plusk… Torba od laptopa zatonęła, zapomniana para skarpetek uratowała się (bo pranie było), gazeta po reanimacji ani dychła. Tapeta się załamała i literalnie targnęła na swoje życie. Pod tapczan się nalało, a tapczan to ja mam taki, że nie ruszysz z miejsca. No ale się zawzięłam i po piętnastu minutach popychania to z jednego, to z drugiego boku udało mi się go odsunąć.
Pod tapczanem nie sprzątane od początków jego kariery w tym domu, czyli jakieś dwanaście lat. Warstwa kurzu taka, że musiałam ją pozamiatać, bo odkurzacz by zapchało. A kałużę powycierać… W sumie dobrze, to niezdrowe spać na takim syfie.
Tylko że… nagle zrobiło się cholernie zimno w pokoju. Tak to jest jak się sprzątnie warstwę izolacyjną… Nawet jeśli to zwały kurzu.
Filed under: szlaken-trafen
A ja mam 10 stopni w pokoju, bo ęteligentnie zapomniałam okno zamknąć…
>.>
Ale wiesz Żur! Zimno sprzyja konserwacji! Będziemy przez długie, długie lata młode i piękne :P