Nękanie

Doprowadziłyśmy z matką do perfekcji wciskanie ludziom rzeczy, których nie chcą. Pazerność i zachłanność narodu polskiego nam sprzyja – jak za darmo, to biorą, a nam odpadają kolejne kursy do śmietnika. Sukcesywnie pozbywam się też książek, oddaję w dobre ręce, bo to prawie jak zwierzątko, jak członek rodziny, nie można podarować komuś nieodpowiedzialnemu… I tak cztery torby, jak na razie, członków rodziny poszły w świat. Zaraz nas ktoś pozwie za nękanie.
Nie chce ktoś starego telefonu i pierdyliona doniczek?

Przeprowadzka

Przeprowadzka to przekleństwo, syf, kiła i mogiła, zło totalne i dziadostwo. Opróżnienie mieszkania po pięćdziesięciu latach bezmyślnego zbierania gratów graniczy z cudem. Ale cudu dokonałyśmy. Przy okazji nauczyłam się od pani, która pomagała nam i brała meble i ubrania dla biednych, że istnieje związek frazeologiczny zwalić konia na zakręcie. Jeszcze nie jestem pewna sensu, ale pracuję nad tym. Nie noś tyle, bo ci jajka pękną czy Zrobimy tu burdel, a pana żona będzie pufmamą (powiedziane do nowego-wścibskiego-sąsiada) są jakoś bardziej dla mnie zrozumiałe.

Jak wszystko pójdzie dobrze, będę mieszkać koło kebaba.

Przeciek

Przeciekło mi okno. Tak perfidnie: nic, szczelne, szczelne, nic i nagle plusk… Torba od laptopa zatonęła, zapomniana para skarpetek uratowała się (bo pranie było), gazeta po reanimacji ani dychła. Tapeta się załamała i literalnie targnęła na swoje życie. Pod tapczan się nalało, a tapczan to ja mam taki, że nie ruszysz z miejsca. No ale się zawzięłam i po piętnastu minutach popychania to z jednego, to z drugiego boku udało mi się go odsunąć.

Pod tapczanem nie sprzątane od początków jego kariery w tym domu, czyli jakieś dwanaście lat. Warstwa kurzu taka, że musiałam ją pozamiatać, bo odkurzacz by zapchało. A kałużę powycierać… W sumie dobrze, to niezdrowe spać na takim syfie.

Tylko że… nagle zrobiło się cholernie zimno w pokoju. Tak to jest jak się sprzątnie warstwę izolacyjną… Nawet jeśli to zwały kurzu.

Indoktrynacja

Podcieszyńska wieś. Sklep.
Przede mną w kolejce stoi babcia. Ubrana w jakieś zwiewne szatańskie ciuszki, ale wygląda tak, jakby w każdej chwili mogła je z siebie zedrzeć, ujawniając jedynie słuszny moher.
Czytaj dalej »

Spontan

- To kiedy, córeczko, planujesz odkurzyć?
- Nie planuję…
Chrząk.
- Oczywiście zrobię to spontanicznie… Mamusiu?

Miesiąc dochodzenia do równowagi psychicznej za mną. Czwarty tom odmóżdżającego cyklu Koło Czasu w połowie pokonany.

Surrealizm sesyjny

W cudownym okresie okołosesyjnym, czytam sobie jakiś tekst o komunikacji międzykulturowej, w którym niejaki Pinker krytykuje badania potwierdzające relatywizm kulturowy. Dowodzi, że możemy myśleć bez słów. Zachwycona odkrywczością tegoż zdania podzieliłam się z towarzyszami niedoli uczącymi się algebry (“więc jest logiczne, więc jest prawdziwe, żeby zakończyć dowód, musi być sprzeczność, a tego nie rozumiem za cholerę”).
- Możemy myśleć bez słów!
- A po jakiemu? – padła zblazowana odpowiedź.

Dobre wychowanie przyszłości narodu

Rzecz dzieje się w autobusie. Wchodzi chłopak, siada i zaczyna jeść frytki, które pachną na cały autobus i inni pasażerowie go nienawidzą. Wsiada matka z dzieckiem. Po wielu perypetiach udaje im się usadowić. Małolat zauważa chłopaka z frytkami.
- Mamo, co on je? – pyta na pół autobusu.
- Ciii – syczy matka. – Tak nie można…
- No tak – mityguje się dziecko. – Co ten pan je?
Pół autobusu leży, a chłopak dławi się frytkami.

Sesyjna psychoza

Ludzie. Nie idźcie na studia. Studia robią złe rzeczy z ludźmi.
Sobota. O godzinie dziewiątej wszyscy na nogach. Godzina dziesiąta – wszyscy się uczą. Okres przedsesyjny oficjalnie rozpoczęty!

Powódź po studencku

Powódź to była jazda. Nam nic nie zrobiło, bo my tu na bagnach, co prawda, ale na górce i na 3cim piętrze. Dziewczyny tylko nie mogły dojechać na uczelnię (albo jechać 2,5h), a ja przejść do kampusu, bo chodnik zalało na 20cm. Czytaj dalej »

Nie boi się wyrażać uczuć

Budzę się rano. Dziewczyny robią śniadanie – wypasioną jajecznicę. Siadam, stół zawalony notatkami, zaczynam je porządkować. Znajduję małą karteczkę z taką oto treścią:
“Drogi panie spod 11
Ubolewamy nad Pańską sytuacją życiową. Musi Pan wiedzieć, że 95% Polek doceniłoby codzienne gotowanie obiadu. Ma Pan jaja, ponieważ nie boi się wyrażać uczuć.
Z poważaniem:
Słuchaczki Radia Złote Przeboje”
Treść napisana ołówkiem.
- Co to? – pytam. Słyszę śmiech.
- A bo wczoraj sąsiedzi się darli. Ona mówiła, że on nie ma jaj, a on, że jej codziennie gotuje, a ona, że dał za dużo pomidorów do sosu pomidorowego.
- ?! Ale jak to “nie boi się wyrażać uczuć”?
- No… A krzyczała na niego, że nie ma jaj, bo płakał.

Ja nie wiem. Człowiek już zasypia, godzina 23, a tu z dołu baba drze się na dziecko, baba z boku drze się na męża, a z drugiej strony facet płacze. Ale my studenci jesteśmy najgorsi i w ogóle cały bok na nas patrzy spode łba, że na pewno zaraz zrobimy imprezę i będzie głośno.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.